wciskam się w poniedziałek jak w ciasny futerał. wspomnienie po pierwszej kawie już nie przegania senności. za to suszona papaja i ananas skutecznie podnoszą poziom cukru we krwi. słodko do porzygania. w służbowej norze podlewam kwiaty, cierpliwie oczekujące nawadniających przebłysków mojej pamięci. papiery do załatwienia wygrzewają się na biurku pod światłem lampki, egzotyczne jak w każdy początek tygodnia. i tylko angie stone aksamitnie znajoma, łagodnie nuci z komputera
skomentuj (0)
nie piszę, z niepisaniem mi dobrze. o czym tu gadać, a co dopiero stukać uparcie w wirtualny eter. cudze słowa ładne, składane zgrabnie szykowne zdania, akapity z klasą. czytam tu i tam, wiernie, acz z doskoku. i posłuchałbym tych paru autorów mych lektur, blogowych powierników własnych dusz i żołądków, twórców codzienności. przy kawie, przy świetle, przy sobie. pobył z nimi, posłuchał. nie wiem, co by z tego mieć mogli, skoro ja milczący. a jednak
skomentuj (4)sens wytraca się ostatnio zbyt często i październikowo wątpię w wiele rzeczy. ze sobą mi tak sobie. i nawet słowa mało odpowiednie, nie sklejają się w adekwatną treść
skomentuj (3)
zimno jak w psiarni, robota odkłada się na bok, zbiera, puchnie, sterczy stertami. jeszcze nie ruszam. dwa kroki przed taflą rzeczywistości, nie wtapiam się, bardziej patrzę, niż biorę udział. jedynie szukam zajęcia dla rąk, które garną się, odwrotnie niż głowa. chcę posłać te ręce na kursy, szkolenia, warsztaty. głowę nie, przechowam ją w pod kocem w fotelu albo lepiej w łóżku, niech spokojnie czeka na ożywcze bodźce. będę ją cierpliwie przytulać, wyrozumiale głaskać w ciszy. obok
skomentuj (5)
tegoroczny urlop sponsorowała literka s
południowe słońce odłożone pod skórą nasącza obrazy powklejane w głowę. od operowego baroku syrakuz czy noto po slamsy palermo. od wystrzelonych w niebo katedr po pokątny handel i rozlazłe dziwki. od misternie składanych mozaik po turystyczny badziew z topornej pseudolawy. od rozdygotanych hałasem ulic katanii po ciche oswajanie morza w campofelice
czarne połacie etny, taormińskie wiraże brane na rowerze, zaskakująco świetne muzeum kina
dużo wina, gelato, cycki świętej agaty w białym marcepanie, ręcznie mrożona herbata z sorbetowym wkładem, makaron z sardelą, zwykła mozarella o rajskim posmaku
i jeszcze więcej
na gorączkowe reakcje pamięci chłodny okład ze słowackich widoków. długie perspektywy z górskim cieniem w tle
skomentuj (2)walczę z postmodernistycznym chaosem w mieszkaniu. piorę, likwiduję kurz, poleruję sedes jak porcelanę rosenthala. smażę obezwładniające smakiem powidła i perwersyjnie kiszę ogórki. cierpliwie odprowadzam rozbiegane książki na miejsce, ortodoksyjnie segreguję odpady, przywracam transcendetną równowagę w szufladach. samotne skarpetki łączę w pary, są mi wdzięczne. zapełniam głębię nieco oziębłej lodówki, szanując jej dystans do świata. z kwiatami rozmawiam o jungowskim rozumieniu jaźni w celu ich lepszego wzrostu. wszystko z uśmiechem, taktem i w dobrym stylu. z kieliszkiem szampana w ręku. eksluzywna pani domu. powinienem dać ogłoszenie: "stosuję tylko wyrafinowane metody. zatrudnij mnie, a doprowadzę twój dom do orgazmu"
skomentuj (9)